Mała Rewolucja 3D - ciekawy artukuł
#1
Zachęcam do lektury ;) W pełni podzielam zdanie tego Pana.

[Obrazek: 3d80c4686e41068314e7c0f0c21e37b0.jpg]

Trójwymiar na dobre zagościł pod strzechami, w kinach, na okładkach, billboardach i w lodówkach. Boję się już wychodzić z domu, bo wszędzie widzę wciąż to samo, magiczne „3D”. W zasadzie wszystko, co jeszcze się uchowało i pozostało w staromodnych dwóch wymiarach, jest już passé. Zapewne ciężko znoszą to fani książek oraz komiksów, ale jestem pewien, że za kilka chwil na rynku ukaże się specjalna przystawka do Kindle’a oraz iPada, która zamieni nudnego Times New Romana w niesamowite, przestrzenne widowisko. Niestety, takie są realia – przyszło nam żyć w sztucznym, wypukłym świecie.

Kiedyś było lżej i lepiej. Przereklamowane 3D wkroczyło w świat filmu i zagościło w opływających tandetą kinach z lat 80. Wtedy wszystko kręciło się wokół okularów o zielono-czerwonych soczewkach oraz prostackich efektów specjalnych. Kilka budzących uśmiech renderów połączonych z wypranym z kolorów, rozmytym obrazem, tworzyło niezapomniane wrażenie głębi. W naszym pięknym, nadwiślańskim kraju też mieliśmy wątpliwą przyjemność doświadczenia tego czaru przestrzenności. Pod koniec XX wieku zachłysnęliśmy się gadżetami z zachodu. Jednym z nich były tekturowe okularki 3D. Taki wynalazek dodawany był nie tylko do specjalnych numerów Kaczora Donalda, w pogoni za trójwymiarem uczestniczyli również dorośli. Doskonale pamiętam, jak po długiej i irytującej kampanii reklamowej Polsat wyemitował legendarne Szczęki 3, czyli Jaws 3-D. Delektowanie się kiepskim, czarno-białym obrazem w kiczowatych, kolorowych binoklach - niezapomniane wspomnienia.

[Obrazek: a2dd1f2bf6396601ba84ce9483f8b1fb.jpg]

Szeroko pojęte 3D siedziało sobie w swojej małej niszy bardzo długi czas. Nawet nowoczesne wynalazki, takie jak IMAX, niewiele zmieniły. Kinowe wypukłości były jak krasnale ogrodowe – zaspokajały potrzeby estetyczne bardzo wybrednej, wąskiej grupy. Niezbyt dokładnie zapamiętałem swój pierwszy, prawdziwie trójwymiarowy „film” we wspomnianej sieci elitarnych kin. Cóż, nie było to dzieło kinematografii. Nie wiem, czy w ogóle można było to coś nazwać filmem, raczej pokazem losowych scen mających przekonać mnie, że akcja dziejąca się na ekranie jest „supercool”. 3D jeszcze przez bardzo długi czas byłoby jedynie ciekawostką, gdyby nie pewien kasowy reżyser. Musicie kojarzyć go z najnowszej, iście kosmicznej adaptacji Pocahontas. Nie zrozumcie mnie źle – Avatar jest całkiem sympatycznym kawałkiem kina, który pojawił się w bardzo dobrym momencie, jednak jego przestrzenność jest zdecydowanie przereklamowana. Szczególnie ta na pół gwizdka, oferowana przez lwią część krajowych multipleksów. Dobry film broni się bez 3, 4, czy 5D. Scenariusz powinien trzymać się kupy bez jeżdżących krzesełek i zraszania publiczności wodą. Jednak świat zwariował – trójwymiarowość zawładnęła umysłami.

Po gigantycznym sukcesie Avatara producenci rzucili się na 3D jak na świeże mięso. Kolejne horrory, animacje i komedie obowiązkowo musiały pojawiać się w wersji „z okularami”. Jednak w przeciwieństwie do pomysłu Camerona – większość z nich swoją „przestrzenność” nabywała dopiero w postprodukcji. Jak łatwo zgadnąć – jest to drogie i, jak się okazuje, niezbyt opłacalne. Mam nadzieję, że kwestie ekonomiczne i znużenie widzów szybko położą kres trójwymiarowej orgii. Niestety, gorzej będzie z grami. Najwięksi tego przemysłu niebezpiecznie szybko podchwycili ten pomysł i teraz straszą mnie kolejnymi, patetycznymi reklamami swojego 3D. Podczas ostatniego E3, bardzo rozwlekła część konferencji Sony poświęcona została „zupełnie nowemu, niesamowitemu sposobowi przeżywania gier”. Wszyscy uczestnicy jak jeden mąż założyli okulary i wpatrywali się w efektowny fragment KillZone 3.

[Obrazek: b4347ec030ae0e76cd77d7afe3c23843.jpg]

Musimy się z tym pogodzić – dla nas pierwsze gry 3D to takie, które zbudowane były z polygonów, tudzież wielokątów. Nasze dzieci będą za naprawdę trójwymiarową produkcję uważały taką, która „wyjdzie” z trzech ekranów o rozdzielczości ultra HD. A żeby to zobaczyć, trzeba będzie mieć na nosie okulary… Te same, które już dziś doprowadzają mnie do szewskiej pasji. Nie lubię męczyć się z dodatkowym ciężarem na twarzy, chyba że jestem do tego zmuszony przez moją wadę wzroku. Nie nazwałbym jednak takiego oglądania lub grania komfortowym. Muszę powiedzieć to głośno i wyraźnie: okulary 3D nie są ani wygodne, ani ładne. Są do niczego.

Co mnie pociesza, nie jestem odosobniony w tym przekonaniu. Podobne słowa można usłyszeć od włodarzy nieśmiertelnego Nintendo. Oni nie boją się przyznać, że w szkłach od Sony gracz będzie wyglądał jak kretyn. Co prawda nie aż tak bardzo, jak podczas zabawy z Natalem/Kinectem, ale mimo wszystko – dość głupio. Tak mocne stwierdzenia nie padają dlatego, że ojcowie Mario olali trójwymiarowy wyścig zbrojeń. Nie, Nintendo jak zawsze zrobiło coś po swojemu – i trzeba mu to przyznać – ponownie zaskoczyło cały świat. 3DS (kiedyś) przejdzie do historii, jako pierwsza przenośna konsolka, która oferuje efekt przestrzenności bez idiotycznych akcesoriów. Prezentacja tego urządzenia na E3 po prostu zarządziła – nie tylko ze względu na przełomową technologię. Pomogły również apetyczne, skąpo ubrane hostessy oraz długa lista gier dla dorosłego odbiorcy. Metal Gear Solid 3, Street Fighter, Resident Evil, Ninja Gaiden, Final Fantasy… i remake Kid Icarusa na deser. Takie zestawienie chwyciło mnie za serce.

[Obrazek: 5c1131f505ec57c8661d58cbd615ea7c.jpg]

Nie wiem jeszcze, jak wielkie spustoszenia w mózgu może wywołać zabawa z tak dziwnym urządzeniem, ale na razie się tym nie martwię. Nie dlatego, że nie mam już czego ratować – po prostu spodobało mi się podejście Nintendo. Pierwsze 3D typu „user fiendly”. Bez dodatków, kosmicznie drogich telewizorów, śmiesznych okularów i kosztownych biletów do kina. Włączasz i grasz, nie podoba się – wyłączasz efekt przestrzenności i pocinasz dalej. Bez stresów oraz niepotrzebnych zakupów. Wydaje mi się, że nie tylko ja pochwalam takie nastawienie. Ogólnie rzecz biorąc, cała mania 3D została zbytnio rozdmuchana. Autorzy wspięli się już na wyżyny absurdu, dodając magiczną literkę „D” do tytułów – tak powstał sławetny Step Up 3D. Relikt przeszłości przywrócony do życia niczym gumowy, lateksowy zombiak oblany czerwonym i zielonym syropem. Z całą powagą stwierdzam – nie tędy droga Sabo i Spielbergu. Właściwa ścieżka została już nakreślona, a jeśli komuś nie chce się nią podążać, najlepiej będzie, jak zostanie na tej starej, klasycznej w 2D.

źródło: http://gizmodo.pl/gadgets/10993
Nie udzielam odpowiedzi na PW.
Odpowiedz
#2
Z gustami się nie dyskutuje. To są prywatne przemyślenia jakiegoś tam człowieka, na którego efekt 3D nie działa za dobrze. Ja idąc na swój pierwszy film 3D do Imax'u, przyznam szczerze, że byłem w pełni zadowolony. Tak, było warto wydać te kilka złotych więcej niż na normalny bilet. Szczerze powiem, poszedłem bardziej pod kątem trójwymiarowości, a nie fabuły. I byłem zaskoczony. Spodobały mi się filmy w tej technologii i na jednym nie przystałem. Okulary? Mi to w ogóle nie przeszkadza. Po pięciu minutach seansu przestałem zwracać na nie uwagę.
Odpowiedz
#3
Dokładnie! 3D będzie częścią przemysłu rozrywkowego, jest już na tyle dobre, że może nie zdominuje rynku póki co (wbrew pozorom jest mnóstwo osób z wadami wzroku, które uniemożliwiają im cieszenie się trzema wymiarami.
To co sprzedaje Nintendo to zabawka a autor piszę głupoty. Jak przełomowa technologia? Nintedo stosuje akurat jedną z najstarszych technologii, zbliżonej do tego, co widzimy na znanych chyba wszystkim pocztówkach 3D (czasem okładki DVD takie robią) z folią soczewkową. Na konsolce jest to samo, tyle, ze zamiast soczewek stosowany jest specjalny pionowy raster. Być może jest on tworzony przez trzecią warstwę ciekłego kryształu, nie wnikałem aż tak, ale zasada to nic nowego a na pewno nie technologia. I w konsolce się może sprawdza.
Póki co jedynym bezokularowym telewizorem jest LG i efekt z tego co słyszałem nie powala (widziałem tylko modele okularowe).
Zupełnie inną sprawą jest, że póki co, za bardzo nie ma co oglądać. W naszych - ale faktycznie i w światowych - realiach ta na prawdę mało jest nawet materiału dobrej jakości HD, a co dopiero 3D i HD.
Jedna tę pustkę zapełnią przede wszystkim nie filmy, nie telewizja - tylko gry i ewentualnie pornole. Filmy - owszem, będą powstawać, o ile ludzie będę chcieli za nie ekstra płacić.
Także transmisje sportowe - tak, to jest miejsce dla 3D i wyobrażam sobie wielkie ekrany 3D (bezokularowe) w pubach na Euro 2012 czy na koncertach.
Już zupełnie inną historią jest to, że teraz narzekanie na 3D jest w dobrym tonie. A już szczególnie prawdziwy kinoman powinien się tym brzydzić.

Edit: "Niestety, takie są realia – przyszło nam żyć w sztucznym, wypukłym świecie." - bardzo współczuję autorowi, to bardzo utrudnia życie. Ja pók co od uradzenia żyję w trój - a niektórzy twierdzą, ze nawet w więcejwymiarowym świecie. Ogólnie podsumowuję ten artykuł jako tendencyjny bełkot. Sorry...

Maciej Lewandowski - efix.pl
Odpowiedz
#4
O wszystkim zdecyduje klient (jak zwykle). Póki co "3D" się sprzedaje i będzie istnieć tak długo, jak będzie na to popyt zapewniający zwrot kosztów produkcji i zysk. A to, że dobry film powinien być tak samo dobry bez 3D to już inna historia. Ale tym niejmniej zgadzam się raczej z autorem. To po prostu moda i dopóki 3D nie będzie tylko złudzeniem, taką modą pozostanie.
Odpowiedz
#5
Ja osobiście byłem już na kilku filmach w technologi 3D i przyznać muszę, że efekty są niesamowite (chodzi mi o kino). Dzisiaj byłem w jednym z salonów ze sprzętem RTV i można było wypróbować sobie TV z tego co pamiętam LG (ale mogę się mylić! ;p) z okularami i hmm, jakoś szczególnie mnie nie powalało. Pewnie dlatego, że materiał był do dupy, bo jakiś zlepek zapętlonych animacji. Co do audycji sportowych w 3D, yhym, czekam na to ;) Pamiętam jak się oglądało pierwsze mecze w HD, hehe szczęka opadała. Ciekawe jak tam koncepcja Japończyków na 2020 rok...
Nie udzielam odpowiedzi na PW.
Odpowiedz
#6
Przypomnijcie sobie co ludzie mówili o wprowadzaniu dźwięku do kina. Pozostanie jarmarczną rozrywką.
Teraz przerabiamy dokładnie to samo z 3D. I dokładnie to samo gadacie co gadali ludzie i wtedy, koszty, koszty itd.
[Obrazek: n13.gif]
Odpowiedz
#7
Jeżeli chodzi o filtry na oczach czy nawet okulary polaryzacyjne to skuli mnie to nie bardzo... ale jeżeli to już są okulary ciekłokrystaliczne i LCD SONY (tak przypadkiem... :)) to już inna bajka - dosłownie inna. Stoi taki u nas w centrum handlowym i z domu bym go nie wyrzucił. Wszystko zależy od technologii - tu jest klucz.
Odpowiedz
#8
To jak CI się podobało Sony ze swoim modelem, to idź zobacz sobie tę wypasioną plazmę Panasonica, uklęknij i zapłacz, dlaczego nie masz zbędnych 18 tysięcy, które żone odłożyła sobie na waciki...
Telewizory telewizorami (tak nawiasem mówiać już od jakiegoś czasu jest trochę firm które oferuje 3D bez okularów, ale jest to raczej sprzęt wystawienniczy i reklamowy), tylko że nie bardzo jest w nim co oglądać.

Maciej Lewandowski - efix.pl
Odpowiedz
#9
moi znajomi od targów mają take LCD 3D "bez okularowe" - fajne na trzy minuty no i oprogramowanie dziwne. 3D realizowane jest za pomocą obrazu głównego (kolorowego) i "maski" w odcieniach szarości, im ciemniej tym bliższy element użytkownik. Zasada działania tego LCD (jak mi mówili) oparta jest na kilku warstwach ciekłokrystalicznych, oddzielonych soczewkami, które oszukują nasze oczy przez co po krótkim czasie bolą.
Odpowiedz



   


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości