Filmik o grze Plemiona
#11
A wiesz, że w minimalnym stopniu? Jak były jakieś efekty to takie wbudowane w kamerę, pamiętam tylko, że na początku i końcu była jakas taka czołówka ale rodem raczej z C64 a nie z Amigi :)

Maciej Lewandowski - efix.pl
Odpowiedz
#12
Ojciec mojego qmpla maniaczy w plemiona w wieku 40 lat i wydaje co tydzień kasę na konto premium :P
Odpowiedz
#13
Wygrałam kubek Plemion ;D
Odpowiedz
#14
Gratulacje!

Maciej Lewandowski - efix.pl
Odpowiedz
#15
Tak w temacie wedding video - to chyba pierwszy film tego typu, który wg mnie reprezentuje kierunek, w którym jeśli już koniecznie - to chyba trzeba iść. W każdym razie ogląda się to znośniej. Autor niestety nie wyszedł poza schemat "biegamy trzymając się za ręce", ale wykazał się kreatywnością. Przynajmniej odrobiną.
To tak na marginesie dyskusji o ślubnym wideo i teledyskach.



Maciej Lewandowski - efix.pl
Odpowiedz
#16
W przypadku tematyki weselnej, ślubej autor nie może za bardzo wyjść poza te ramki. Klienci w większości oczekują od niego "biegania trzymając się za ręce", jeśli zacznie za bardzo kombinować straci pozycję w branży i dochody będą spadać. Tutaj ciekawie to wszystko zostało wymyślone i zmontowane, tego klienci oczekiwali i za to zapłacili. Wszyscy szczęśliwi, a konkurencyjni ślubokręci muszą się dostosować, jeśli taka forma zacznie być preferowana.
Odpowiedz
#17
No wiadomo, że Picasso to się raczej nie przyjmie w barokowym kościele i owszem, wiele osób chce "standard". Często dlatego, że zwyczajnie się boją, albo bardziej robią to dla rodziny niż dla siebie. Jeszcze cześciej, dlatego, że nie bardzo ma kto to zrobić. Wielu weselników bardzo ostrożnie wprowadza nowości z powodów, które napisałeś (coś trzeba jeść), ale wieli dlatego, że po prostu są mało kreatywni, są po prostu dobrymi rzemieślnikami, nie artystami. Inna sprawa, że nie każdego stać na artystę.
Jednak to się zmienia. Pamiętam swój film ze ślubu - standard. Cywil/kościół/chleb/taniec/tort/oczepiny itd. Nikt wtedy nawet sobie nie wyobrażał jakiś sesji w parku (robiło się fotkę w zakładzie, taką "nad łóżko"), a jakieś biegania za rączkę? Tego nawet w serialach brazylijskich nie było. Jakiś czas potem, generalnie wraz z rozwojem gospodarki zobaczyłem rzeczy, o których mi się nie śniło, łącznie z kranem kamerowym w kościele i relacjami jak nie przymierzając ze ślubu William i Kate. Różnej maści "steadicamy" to właściwie już standard. Ostanio pojawiła się moda na podkładanie głosów z polskich komedii...
Nie twierdze, że trzeba robić od razu rewolucję, ale mimo wszystko starać się robić coś "ponad", nawet, jeśli klient za to nie zapłacił, i samemu wyznaczać pewne standardy.

Maciej Lewandowski - efix.pl
Odpowiedz
#18
Z drugiej strony niektórzy mimo, że mogą zrobić coś więcej, "wybajerować" coś z tym montażem, dają sobie spokój i podchodzą do tego rzemieślniczo. Jaki jest sens dla każdego opracowywania indywidualnych rozwiązań, jeśli w większości przypadków klienci sami nie wiedzą czego w gruncie rzeczy chcą. Większość ślubokrętów (przynajmniej ci, których znam) idą po najmniejszej linii oporu i montują według utartego schematu. Na początku każdego sezonu burza mózgów na temat tego co można wprowadzić nowego, aby nie stać w miejscu i kolejny rok nagrywanie, montaż i zarabianie w ten sam sposób. Osobiście jestem za rozwiązaniem, zależy klientowi na filmie, płaci więcej, wychodzimy poza standardy. Opracowanie nowych rozwiązań zajmuje trochę czasu, a jak wiadomo czas to pieniądz. Łatwiej zmontować 3 wesela utartymi rozwiązaniami niż 2 w niecodzienny sposób.

Całe szczęście nie jestem bardzo związany z tą branżą, montuję dla przyjemności, więc mnie takie dylematy osobiście nie dotyczą, choć czasem lubię wziąć materiał weselny i montować, bawić się tym. Denerwuje mnie jednak hurtowe montowanie wszystkiego pod jedno kopyto, wtedy cała radość z pracy w Vegasie umyka.
Odpowiedz
#19
Wiesz, ale na 2 może zrobić "po sznurku" a trzecie z tą odrobiną pieprzu - bo akurat trafił na klienta któremu zależy. Jak fajnie zrobi - to takie wieści szybko się rozchodzą, jak nie przegnie z ceną to podniosł poprzeczkę konkurencji.

Maciej Lewandowski - efix.pl
Odpowiedz
#20
Tu oczywiście masz rację, jeśli widzisz, że klientowi zależy to samemu też chce się dać od siebie więcej. Bo jeśli przychodzi ktoś, kto w gruncie rzeczy nie wie czego chce i nawet nie doceni, gdy włożysz więcej pracy w dany film, jaki jest sens spędzać 30-50% więcej czasu na daną film? Widzisz klientów podchodzących do sprawy bardzo entuzjastycznie, wiedzących czego chcą, takich, którzy docenią wyjście poza schematy i ramki, dajesz więcej od siebie i podnosisz poprzeczkę.

Często jest tak, sąsiad ma coś dobrego, muszę mieć lepsze. Z filmami weselnymi jest podobnie, przychodzą klienci i mówią co mieli znajomi i mówią, że też to chcą. Jeśli sukcesywnie będziesz podnosić poprzeczkę, konkurencja będzie musiała gonić dane rozwiązania. Są różne rozwiązania na to jak zawojować dany rynek, ważne by wybrać to co jest najbardziej korzystne. Rynek potrzebuje również studenta z handycamem, który za 500zł wszystko zrobi. Chociaż tutaj jestem przeciwny takim rozwiązaniom, coś takiego psuje rynek i może doprowadzić do pogrążenia osób poświęcających więcej czasu na te weselne produkcje.
Odpowiedz



   


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości